Halloween - od celtyckich ognisk do dyni w oknach. Jak Polska oswaja święto masek
Dynie w oknach i "cukierek albo psikus". Halloween, przywiezione z krajów anglosaskich, od lat 90. wpisuje się w polską jesień - między zabawą a listopadową zadumą.
Aby zrozumieć fenomen Halloween, należy cofnąć się do czasów, gdy na terenach dzisiejszej Irlandii i Wielkiej Brytanii Druidzi obchodzili Samhain. To celtyckie święto końca lata i początku zimy było czasem o podwójnym dnie. Z jednej strony radowano się zakończeniem zbiorów, z drugiej natomiast witano najmroczniejszą porę roku. Wierzono, że w noc Samhain granica między światem żywych a zaświatami staje się na tyle cienka, że duchy zarówno dobre, jak i złe, mogą swobodnie przenikać do naszego świata. Aby odstraszyć te złe mocy i uczcić boga słońca, Luga, palono gigantyczne ogniska, a sam kapłani druidzi, ubrani na czarno, nieśli ze sobą ponacinane rzepy, mające odstraszać demony.

Początki chrześcijaństwa w Europie nie oznaczały końca tych zwyczajów, a raczej ich sprytne przejęcie. W VIII wieku Kościół, walcząc z pogańskimi tradycjami, przeniósł uroczystość Wszystkich Świętych z 13 maja na 1 listopada. Dzień wcześniej, czyli 31 października, stał się Wigilią Wszystkich Świętych – po angielsku All Hallows Eve, co z czasem skróciło się do Halloween. Dwa wieki później opat Odilon z Cluny ustanowił 2 listopada Dzień Zaduszny, tworząc chrześcijański odpowiednik pogańskiej nocy wspomnienia o zmarłych.
Jednak to nie Europa, a Ameryka Północna stała się kolebką dzisiejszej formy Halloween. To irlandzcy imigranci, uciekając przed klęską głodu w XIX wieku, sprowadzili ze sobą swoje zwyczaje. To właśnie na nowym kontynencie święto zaczęło nabierać secularnego, radosnego charakteru. Symboliczny moment nastąpił w 1920 roku w Anoka w Minnesocie, gdzie zorganizowano pierwszą w USA paradę Halloween. Święto zaczęło odchodzić od strachu przed duchami na rzecz zabawy, integracji społeczności i – co kluczowe – komercji. To w Ameryce dynia, bardziej obfita i łatwiejsza w rzeźbieniu niż tradycyjne europejskie buraki czy rzepy, stała się królową dekoracji, a zwyczaj „cukierek albo psikus” (trick or treat) na stałe wpisał w kalendarz.
Dziś Halloween to globalny biznes i popkulturowy fenomen. W drugiej połowie XX wieku wróciło do Europy Zachodniej, a po upadku żelaznej kurtyny zawitało również do Polski, gdzie szybko zdobyło zwolenników, zwłaszcza wśród młodzieży. Obok „cukierka albo psikusa” popularne stały się imprezy tematyczne i tzw. „straszne farmy”, które przenoszą klimat horrorów filmowych do rzeczywistości.
Ta ekspansja nie obyła się bez kontrowersji. W Polsce Halloween spotkało się z krytyką ze strony Kościoła katolickiego, prawosławnego i innych denominacji, które wskazują na jego pogańskie korzenie i powiązania z kultem Szatana. Protestują również słowiańscy rodzimowiercy, opowiadając się za kultywaniem rodzimej tradycji Dziadów. Dla wielu krytyków jest to sztuczny, importowany zwyczaj, który zakłóca autentyczny, refleksyjny nastrój Wszystkich Świętych i Zaduszek.
Mimo to Halloween pozostaje niezwykle odpornym i plastycznym świętem. Przetrwało upadek imperiów, reformację religijną i podróże przez ocean. Dowodzi, jak głęboka jest ludzka potrzeba rytuału, który pozwala na choćby chwilowe zmierzenie się z mrokiem, śmiercią i tym, co nieznane. Czy w polskiej rzeczywistości stanie się kolejnym komercyjnym świętem, czy może z czasem zaadaptuje się do lokalnych tradycji? Tego nie wie jeszcze nikt. Jedno jest pewne – ta niespokojna duchowa podróż wciąż trwa.
Powiązane artykuły
Studia w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą – Twoja Brama do Międzynarodowej Kariery
Jeśli marzysz o studiach w środowisku międzynarodowym, które łączy najlepsze cechy polskiego i niemieckiego systemu edukacji, wybór Słubic i Frankfurtu nad Odrą to strzał w dziesiątkę.
czytaj dalej


























































